Zapytałem wczoraj czy Polacy wybaczyli generałowi Wojciechowi Jaruzelskiemu. Być może tak. Być może nie. Wybaczanie jest niezwykle skomplikowane. I w ogóle nie zależy od samej krzywdy. Ciężko powiedzieć, od czego zależy. Mieszkańcy Europy wybaczyli Niemcom, że ci zapragnęli wymordować kilka milionów ich przodków. Niemcom warto wybaczać. Produkują dobre samochody. Z drugiej strony, czasem nie potrafimy przebaczyć członkom naszej rodziny, że głosowali na partię, której aktualnie nie lubimy. [Gdyby członkowie naszej rodziny produkowali dobre samochody, to pewnie warto byłoby im wybaczyć].

Skomplikowane, prawda?

Wybaczanie rządzi się swoimi prawami. Na przykład, gdy zdradzi nas małżonek, to możemy mu wybaczyć albo mu nie wybaczyć. Jeśli wybaczymy – relacja trwa. Jeśli nie wybaczymy – relacja się kończy. Z kolei, gdy skrzywdzi nas jakieś państwo, to możemy mu wybaczyć albo mu nie wybaczyć. Jeśli wybaczymy, wtedy tworzymy z nim Unię Europejską. Jeśli nie wybaczymy, wtedy jakieś państwo może nas straszyć odcięciem dostaw gazu. Gaz czasami bywa potrzebny. Unia Europejska też.

***

Chciałem napisać o wybaczaniu. A wybaczanie jest skomplikowane. Nigdy nie wiadomo czy lepiej wybaczyć, czy lepiej nie wybaczyć.

Pewnego razu byłem w Kapsztadzie. Kapsztad jest w Afryce. Afryka jest na Ziemi. A Ziemia leży gdzieś pomiędzy Słońcem a Jowiszem. I Słońce, i Jowisz są znacznie, znacznie większe od Kapsztadu. Choć nie sądzę by były od niego bardziej urokliwe.

Kiedy byłem w Kapsztadzie, życzliwi ludzie zasugerowali mi bym korzystał z usług taksówek korporacji CabCo. Posłuchałem ich. Była to dobra sugestia. [Gdyby ktoś wybierał się do Kapsztadu, również sugeruję by korzystać z ich usług]. Dobre sugestie mają to do siebie, że wszyscy są później zadowoleni i nikt nie budzi się w tarapatach. Czasami ludzie bywają niezadowoleni i czasami ludzie wpadają w tarapaty. Bywa.

W Kapsztadzie nie wszyscy są zadowoleni. I całkiem łatwo jest tam znaleźć tarapaty. Jeśli się ich szuka. [Dla porównania: w Katowicach też nie wszyscy są zadowoleni. I też całkiem jest tam znaleźć tarapaty. Jeśli się ich szuka. A jednak, Katowice podobały mi się znacznie mniej niż Kapsztad. I nie ma tam Góry Stołowej. Góra Stołowa przypomina wielki stół. Niekoniecznie okrągły].

Kierowcy taksówek wspomnianej korporacji CabCo są uśmiechnięci i sympatyczni. Lubiłem z nimi jeździć. Są uczciwi. Pytają czy jechać trasą szybszą, ale droższą, czy raczej trasą dłuższą, ale tańszą. [Dla porównania: warszawscy taksówkarze zazwyczaj nie pytają o to zagranicznych gości. Nie-zagranicznych zresztą też]. Są to przede wszystkim ciekawi i otwarci ludzie. Dowiedziałem się od nich wiele o nadziei i wybaczaniu. W ogóle, w Kapsztadzie dowiedziałem się wiele o nadziei i wybaczaniu. A także o tym, ile dla człowieka znaczy jego godność. W Polsce dowiedziałem się o tym wszystkim nieco mniej. Bywa. Podobno tak już jest.

***

Siódmy dzień pobytu w Kapsztadzie. Pada deszcz. Jadę z Mowbray do centrum Kapsztadu. Taksówkarz pochodzi z Zimbabwe. Przyjechał do Południowej Afryki zarobić na utrzymanie swojej rodziny. Opowiada mi, o tym, że dwie doby jedzie autobusami by zobaczyć się z żoną i dziećmi. Ma nadzieję, że za jakiś rok będzie mógł sprowadzić ich do Kapsztadu. Póki co, odkłada pieniądze. Pytam go o życie w Południowej Afryce. On pyta mnie o życie w Polsce. Rozmawiamy. I jedziemy.

Pytam go o stosunek mieszkańców RPA do imigrantów. Mówi, że nie jest doskonale, ale w odróżnieniu od ojczyzny w Kapsztadzie ma pracę, z której może utrzymać rodzinę. Cieszy się, że jest taksówkarzem. To dobra praca dla imigranta z Zimbabwe. Inni mają gorzej. Pytam go o stosunki między rasami. Uśmiecha się. I mówi, że już jest dobrze. Podkreśla, że przeszłość to przeszłość, a złość i konflikty niszczą przyszłość. Jego przyszłość to sprowadzenie swojej rodziny do Południowej Afryki. Taką ma nadzieję. Chce by jego dzieci wychowały się w świecie lepszym, niż ten, w którym on się wychował.

Dojeżdżamy do Waterfrontu. Płacę. Zabieram wizytówkę z numerem telefonu. Wieczorem wracam z tym samym taksówkarzem do Mowbray.

***

Trzynasty dzień pobytu w Kapsztadzie. Świeci słońce. Jadę z Mowbray do stacji kolejki na Górę Stołową. Taksówkarz pochodzi z Cape Flats – przedmieścia Kapsztadu, które wyrosło w czasie wysiedlania nie-białych mieszkańców miasta w najstraszniejszych dniach apartheidu. [Apartheid polegał na tym, że biali mieszkańcy państwa uznali, że wszyscy inni mieszkańcy państwa nie zasługują by mieszkać i pracować razem z nimi. W Stanach Zjednoczonych nazywano to segregacją rasową. W obu państwach biali uważali, że są lepsi od innych. Podobno w obu państwach już tak nie uważają].

Rozmawiamy o demokracji w RPA. Pytam o podziały na grupy rasowe. Taksówkarz zaprzecza. Teraz są tylko podziały na biednych i bogatych. Biedny biały jest bardziej jak biedny czarny, niż jak bogaty biały. Apartheid umarł. Zwyciężył kapitalizm. Francis Fukuyama miał rację. Karl Marx też.

Pytam go o przeszłość. Mówi, że nie jest ważna. Nelson Mandela zwyciężył. Apartheid umarł. Jest zadowolony, że ma dobrą pracę. Trudno zostać taksówkarzem w RPA. W dobrych korporacjach nie można być karanym. A tylko dobre korporacje dobrze płacą swoim pracownikom. Pracuje w CabCo trzeci miesiąc, chciałby utrzymać swoją posadę. Marzy o wakacjach z żoną i synem. Chciałby zabrać syna na Górę Stołową i do muzeum na Robben Island. Póki co nie warto, syn ma trzy lata, nic nie zapamięta.

Czy ma niechęć do białych? Nie. Czy im wybaczył? Tak. Przyszłość jest ważniejsza niż przeszłość. Chęć pojednania jest silniejsza niż gniew. Apartheid umarł. Nelson Mandela zwyciężył. Dojeżdżamy na miejsce. Płacę. Wysiadam. Na Górze Stołowej spotykam dwie Polki. Też uważają, że Kapsztad jest ładniejszy niż Katowice. Podziwiam naturę. Dla przykładu: natura nie wymyśliła apartheidu. Wymyśliła za to dassie. Dassie są bardzo sympatyczne.

***

Czternasty dzień pobytu w Kapsztadzie. Jest rano i świeci słońce. Jadę z Mowbray do ogrodu botanicznego Kirstenbosch. [Każdy, kto będzie w Kapsztadzie powinien odwiedzić te miejsce]. Taksówkarz pochodzi z Rwandy. Jest uśmiechnięty i mówi po angielsku z wyraźnym francuskim akcentem. Rozmawiamy o życiu w Południowej Afryce. Rozmawiamy też o życiu w Polsce i w Rwandzie.

Unikam kłopotliwych pytań. Nie chcę wywoływać u mojego rozmówcy wspomnień z czasu ludobójstwa w Rwandzie. Pyta mnie, czy wiem, co wydarzyło się w jego ojczystym kraju. Odpowiadam, że wiem. [W Rwandzie część mieszkańców z plemienia Hutu uznała, że trzeba wymordować innych mieszkańców z plemienia Tutsi i tych z plemienia Hutu, którzy nie chcieli mordować Tutsi. Pół wieku wcześniej część Niemców uznała, że trzeba wymordować Żydów i tych, którzy nie chcą mordować Żydów razem z nimi. Ludzie nie wyciągają wniosków z przeszłości].

Z twarzy taksówkarza znika uśmiech. Mówi mi, że jego rodzice zostali zamordowani w czasie ludobójstwa. A on sam musiał uciekać z kraju. Wyrażam swoje współczucie. Naprawdę mu współczuję. Nie wiem, co powiedzieć. Znam go może piętnaście minut. Jedziemy.

Pytam go, czy wyobraża sobie pojednanie między Tutsi i Hutu. Mówi, że tak. Pojednanie jest normalne. Pojednanie jest oczywiste. Czy wybaczył zabójcom swoich rodziców? Nie. Ale nie uważa, że nienawiść jest rozwiązaniem. Nienawiść prowadzi wyłącznie do nienawiści. Pojednanie daje nadzieję. [Niektórzy mówią, że nadzieja jest matką głupich, ja uważam, że tylko głupi nie mają nadziei]. Pytam go, czy można wrócić do normalności po takim doświadczeniu jak ludobójstwo. Odpowiada, że gdy się wszystko skończyło, mieszkańcy jego miejscowości żyli tak jak dawniej. On chciał lepszego życia. Dlatego wyjechał do Południowej Afryki. Pyta się mnie, czy warto wyjechać do pracy w Polsce. Odpowiadam, że raczej nie.

Dojeżdżamy do ogrodu Kirstenbosch. Płacę. Zabieram wizytówkę. Wieczorem spotkamy się ponownie. Wracając do Mowbray będziemy rozmawiać o życiu nocnym Kapsztadu. Jedziemy pustymi ulicami. Większość miasta śpi, mniejszość się bawi.

***

Kapsztad jest w Afryce. W Afryce dowiedziałem się, co znaczy wybaczenie. I zrozumiałem, czym jest nadzieja. Byłem tam krótko. Ale zdążyłem poznać niezwykłych ludzi. Uśmiechali się. Nawet jeśli nie wszyscy byli zadowoleni. Pewnie niektórzy z nich bywali w tarapatach.

Apartheid umarł. Nelson Mandela zwyciężył. Czy warto wybaczać?

——

Wpis ten nie powstałby, gdyby nie wsparcie finansowe Narodowego Centrum Nauki dla projektu badawczego „Polityka pamięci jako element kształtowania nowej tożsamości w czasie tranzycji z systemu autorytarnego”, w którego realizacji uczestniczę. Bez środków Centrum nie miałbym okazji odbyć wizyty badawczej na University of Cape Town, w czasie której miałem okazję spotkać opisanych trzech taksówkarzy.

Korporacja CabCo nie finansowała powstania tego wpisu. Zapewne, jej właściciele nigdy nie dowiedzą się o jego powstaniu. Szkoda. Byłaby to ładna forma podziękowania za to, że zatrudniają ciekawych kierowców.

Opisane wydarzenia zdarzyły się naprawdę. W listopadzie 2013 roku. W Kapsztadzie. Kapsztad jest w Afryce…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s