Mamy w Polsce konstytucję. Podobno. Ktoś wpadł na pomysł by polska konstytucja mówiła o tym, że żyjemy w państwie opartym na wolności i sprawiedliwości. I jeszcze – na dodatek – państwo ma bronić godności człowieka. Podobno.

Bywa czasem tak, że ktoś nazbyt poważnie potraktuje konstytucję. I zaczyna domagać się wolności, i sprawiedliwości, i jeszcze nawet godności. O zgrozo! Najzdrowszy stosunek do konstytucji mieli komuniści: miała ładnie wyglądać. I już. Była hostessą zachwalającą reżim. Miała się ślicznie uśmiechać i zalotnie mrużyć oczy. Jakie piękne są konstytucje, gdy są niedostępne.

Problem zaczyna się, gdy konstytucja przestaje być nieosiągalną pięknością. I gdy ktoś zaczyna traktować ją nazbyt poważnie. Wtedy nie można w nieskończoność dyskutować czy licealistka z Gorzowa Wielkopolskiego miała rację nazywając pana premiera Tuska zdrajcą, czy też dalece pomyliła się w swoim osądzie. Wtedy właśnie trzeba myśleć o tak mało radosnych tematach jak wolność, sprawiedliwość i godność. A konstytucja nie wygląda już jak urocza hostessa.

***

Nie tak znowu dawno temu, mainstream polskiego społeczeństwa z oburzeniem protestował przeciwko pochowaniu prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katedrze Wawelskiej. Kaczyńskiego mainstream nie lubił. Więc nie zasługiwał na to by spocząć w tak zaszczytnym miejscu. I już! Podobno był głową polskiego państwa. Dla mainstreamu był raczej zakompleksionym kartoflem z obrazka w niemieckim żurnalu. Bywa. [Niemieckie żurnale są tak samo ładne jak niemieckie fundacje, które dofinansowują różne rzeczy].

Wówczas, internet bulgotał. Nasycenie ironii przekroczyło znane dotąd skale. Nasycenie patosu w Polsce nie-mainstreamowej również. A konstytucja uśmiechała się i mówiła: „Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej jest najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej”. Podobno. Konstytucje bywają urocze… Polski mainstream wie o tym doskonale. Dlatego wolał dyskutować o bulgoczącym internecie i żartować z budowy piramidy dla zakompleksionego kartofla (przez niektórych nazywanym polskim prezydentem). A internet bulgotał.

[Dla niewtajemniczonych: sprawiedliwość jest wtedy, gdy nasi przyjaciele dostają to, co najlepsze, a nasi wrogowie to, co najgorsze. Przykład: sprawiedliwym jest, gdy nasz krewny wygrywa przetarg, a niesprawiedliwym, gdy wygrywa go krewny kogoś innego].

Internet jakby znudził się bulgotaniem. Mainstream jakby znudził się Kaczyńskim. Bywa. Konstytucja wróciła do roli pogodnej i uśmiechniętej hostessy. Racja pozostała po stronie zwycięzców. Słońce wschodziło na wschodzie. Wszechświat rozszerzał się. Jak zawsze.

***

[Dla niewtajemniczonych: wolność jest wtedy, gdy nasi przyjaciele mogą robić to, co chcą. Przykład: o wolności mówimy, gdy naszemu ministrowi wolno jest ukraść emerytury obywateli, bądź gdy naszemu przyjacielowi wolno jest załatwiać interesy w zamian za wolną (!) od podatku łapówkę. Proste, prawda? Z kolei, godność jest wtedy, gdy nasi przyjaciele traktowani są z szacunkiem. Przykład: jeśli ktoś da nam coś wartościowego to przysługuje mu przyrodzona godność człowieka, jeśli nam nie da to jego godność może zostać zakwestionowana przez tak zwany autorytet. Równie proste].

Internet nie oburzył się na pochowanie dyktatora-i-prezydenta generała Wojciecha Jaruzelskiego na warszawskich Powązkach. Generał był przywódcą autorytarnego państwa. Bywa. Ktoś inny był wtedy weterynarzem. Generał lubił uśmiechające się konstytucje, czasem sam puścił do takiej oko. Lubił też [w kolejności całkowicie przypadkowej]: stalinowski system represji, najeżdżanie na Czechosłowację, okrągłe stoły, strzelanie do robotników, swoją willę, wprowadzanie stanu wojennego, rozwijanie systemu inwigilacji społeczeństwa, masowe represje, eksterminację opozycji, rosyjski kawior i negocjowaną demokratyzację. Był człowiekiem wielu pasji.

***

Eksperyment myślowy dla każdego: co generał Jaruzelski zrobiłby w 1981 roku, gdyby uczennica z Gorzowa Wielkopolskiego powiedziała mu, że udaje patriotę a jest zdrajcą?

***

Mainstream uznał generała Jaruzelskiego za bohatera. I człowieka honoru. I przyjaciela. Oznacza to, że sprawiedliwym jest, że generał dostał to, co najlepsze, a wolno było mu zrobić to, co zrobił i lubić to, co lubił. I bez względu na wszystko, należy mu się wieczny szacunek. Podobno tak mówi konstytucja, choć do mnie się ona tylko nieśmiało uśmiecha.

A zatem, sprawiedliwym jest, że oprawca upamiętniony został tak jak jego ofiary. Nie ma zbrodni. Pstryk… Zniknęły. Zostały ofiary. Nieopodal przywódcy państwa, które skazało ich na cierpienie i śmierć. Bywa. Czyż polityka nie jest zabawna? I czyż nie uśmiecha się zalotnie niczym konstytucja? Nasza wspaniała hostessa demokracji.

Ktoś mógłby się zapytać, czy stało się coś złego, że dyktator-i-prezydent Jaruzelski pochowany został na warszawskich Powązkach z państwowymi honorami? Odpowiedź może brzmieć tylko i wyłącznie: to zależy. Z jednej strony, to bardzo źle, z drugiej strony, to wcale nie tak źle jak wydaje się nie-mainstreamowi.

Generał Jaruzelski był prezydentem demokratycznej Polski. Krótko. Czy o tym marzył? Mało prawdopodobne. Wydaje się, że od okrągłych stołów wolał okrągłe lufy karabinów. Ale był nim [tak samo jak był nim Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski i Lech Kaczyński, a jest nim obecnie Bronisław Komorowski]. Nawet jeśli komuś się to nie podoba. A prezydent to ktoś ważny. Podobno to głowa państwa, a jak ważna jest głowa wie każdy, kto ją stracił [tak się czasem zdarza].

Ale to nie wszystko! Generał Jaruzelski to przede wszystkim symbol polskiej transformacji. Jeden z trzech filarów, na których stanęła nasza demokracja. To współtwórca końca komunizmu w Polsce. Nawet jeśli bardziej lubił okrągłe lufy karabinów, to lubił też okrągłe stoły. I przy jednym z nich zawarł porozumienie. Umowę, która zagwarantowała mu i jego przyjaciołom miejsce po stronie zwycięzców. Gra o sumie niezerowej. [Tak jak Niemcowi łatwiej zgodzić się, że zbrodnie w czasie drugiej wojny światowej popełniali mityczni Naziści, a nie jego – powiedzmy – dziadek z Wehrmachtu, tak samo polskiemu mainstreamowi łatwiej zaakceptować, że przyczyną traumy Polaków byli mityczni komuniści, a nie ich przyjaciel generał Jaruzelski. Proste, prawda?]

Tak się dogadali. Cena porozumienia. Ale…

No właśnie. Ale… czy takich właśnie bohaterów potrzebuje polskie społeczeństwo? Fakt.pl zapytał czy Bóg wybaczy generałowi Jaruzelskiemu. To już sprawa między nimi. Zresztą bóg marksistów podobno stosuje inne kryteria oceny. Pytanie brzmi: czy Polacy wybaczyli generałowi Jaruzelskiemu na tyle, że można go postawić za wzór postawy obywatelskiej, bohatera, którego powinniśmy naśladować?

Czy tego właśnie potrzebują Polacy, czy może to tylko cena porozumienia, które gwarantuje generałowi Jaruzelskiemu spokój, a polskiemu mainstreamowi bycie polskim mainstreamem?

Reklamy

Jedna myśl na temat “Zwycięzcy i zwyciężeni (czyli cena porozumienia?)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s