Wygodnie jest podzielić ludzi na dobrych i złych, moralnych i niemoralnych. Upraszcza to nasze życie, pozwala na beztroski automatyzm. Komfortowo jest również podzielić ludzi na przyjaciół i wrogów. Z założenia nasi przyjaciele to ludzie dobrzy i moralni, to wzorce jak należy postępować by być przez nas zaakceptowanym. Z kolei nasi wrogowie są źli i niemoralni, podstępni i nieuczciwi, żywe uosobienia tego, co odrzucamy i tego, czym pogardzamy. Pozwala to tkwić w słodkiej beztrosce… W złudnej i słodkiej beztrosce. Bywa.

Złudna beztroska i uproszczenia zawsze tryumfują w zaskakujących momentach. Ot taki świeżutki przykład. Wybrany na papieża kardynał Jorge Mario Bergoglio oskarżany bywał o współpracę z argentyńskim reżimem w czasie brudnej wojny, gdy tenże reżim rozprawiał się bezlitośnie z wszelaką opozycją. Bywa. Kardynał Joseph Ratzinger, nim został papieżem, kardynałem i księdzem w ogóle nosił mundur hitlerowskiej armii, współodpowiedzialnej za drugą wielką europejską rzeź, zwaną – z przyzwyczajenia – wojną światową (zapewne dlatego, że i na kontynencie azjatyckim trwała wówczas równie wielka rzeź). Ba, taki kardynał Eugenio Pacelli, bardziej znany jako papież Pius XII, bywał oskarżany o zimną neutralność wobec zbrodni Holocaustu. Czymże przy takich oskarżeniach jest podejrzenie o wydanie juncie dwóch lewicujących jezuitów?

Nie mam zamiaru oceniać kardynała Bergoglio. Po pierwsze, gdyż nie mam pojęcia czy donosił, czy nie donosił, a po drugie, dlatego że nawet jeśli doniósł to nie mam pojęcia w jakich okolicznościach doszło do owej zdrady. W sytuacji krańcowej nie każdy bywa bohaterem, a co więcej nie każdy oprawca pozwala swej ofierze zostać bohaterem. Bywa. Oprawcy to źli ludzie. Bez cienia wątpliwości.

Inni jednakże oceniają kardynała Bergoglio. Dla przykładu taka dyrektor poznańskiego Teatru Ósmego Dnia pani Ewa Wójciak wyraziła swą opinię na facebookowym profilu i stwierdziła, że „wybrali chuja, który donosił wojskowym”. Lokalnym mediom przyznała, że nie interesuje się życiem kościoła, ale wie co działo się w Ameryce Łacińskiej u schyłku zimnej wojny. A więc papież Franciszek nie był i nie jest jej przyjacielem. A jeśli nie jest przyjacielem (a może jest i wrogiem?) to może być „chujem”. Proste. Prezydent Lech Wałęsa pokazał niegdyś, że ten, którego się aktualnie nie lubi może być „durniem”, pani Wójciak poszła krok dalej i uznała, że nie ma sensu się ograniczać i można uderzyć z „chuja” (z oczywistych względów wyłącznie w metaforycznym znaczeniu). Poseł Janusz Palikot ze swym staroświeckim gumowym penisem został zdystansowany. Bywa. Zapewne już szykuje swą ofensywę.

Słowa pani Wójciak, jaki i zarzuty wobec papieża Franciszka, oburzyły polskie środowiska prawicowe i rozradowały polskie środowiska lewicowe. Prawica mówi, że jak to papież donosicielem i o zgrozo! papież „chujem”? Lewica odpowiada, ano właśnie tak kapuś i „chuj”. Kropka. Koniec dyskusji.

Jest jednakże drugie dno tej smutnej para-debaty (tak jak było drugie i równie smutne dno para-banku Amber Gold, coś jest nie tak z tym para-rzeczami). A gdyby tak zamiast papieża Franciszka w miejsce bohatera narracji postawić guru międzynarodowej lewicy, który oskarżany byłby o to, że lewicowemu reżimowi doniósł na dwóch „prawicujących” towarzyszy? Zwrot o 180 stopni, naprzód, marsz…

Wtedy to by się działo. Prawica krzyczałaby, że morderca, drań, szumowina, świnia, a może i nawet (o ile znalazłby się odpowiednik pani Wójciak), że „chuj”. Czerwony na dodatek. A lewica odpowiadałaby, że jak to bohater konfidentem i o zgrozo! bohater „chujem”, czerwonym na dodatek? Co to, to nie! Kropka. Koniec dyskusji.

Upraszczając, można dostrzec pewną prawidłowość. Jeśli nie jesteś czyimś przyjacielem to jesteś „chujem”, jeśli zaś jesteś czyimś przyjacielem to w jego oczach, drogi przyjacielu, „chujem” nie jesteś. Kropka. Koniec dyskusji. Oto instrukcja obsługi (para-)debaty publicznej. Choć, poniekąd, w wydaniu plemiennym.

Ciekawym jest fakt, że wszystko to – jak w zwierciadle – odbija się w polskiej debacie lustracyjnej. Nasz TW to dobry TW i dobry człowiek. Wasz TW to zły TW i zły człowiek. Nasz przyjaciel nie jest „chujem”, za to wasz a i owszem. Profesor Robert B. Cialdini wspomniałby w tym miejscu o regule lubienia, którą opisał tym prostym zdaniem: „na pewno nikogo nie zaskoczy stwierdzenie, że z reguły zgadzamy się spełniać prośby, których znamy i lubimy”. Ich też bronimy. Chronimy bo lubimy, a jak nie lubimy to chętnie cytujemy panią Wójciak.

By zakończyć z optymizmem powinienem podsumować jakimś morałem. Oto on: gdzie kucharek sześć, tam jest na kogo donosić. Bywa.

——

Przywoływane teksty:
1) KaT. 15.03.2013. „Wójciak o nowym papieżu: „wybrali ch**a”. On-line: http://www.epoznan.pl/ [odczyt: 15.03.2013].
2) Robert B. Cialdini. 2012. „Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka”. Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, s. 185 [ss. 185-223].
3) ulast, mar, IAR. 16.02.2007. „Wałęsa: mamy durnia za prezydenta”. On-line: http://wiadomosci.gazeta.pl/ [odczyt: 15.03.2013].

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s