Donald Tusk wywołał burzę. Swą wypowiedział stwierdził wprawdzie tylko tyle, że lepiej jest pracować i zarabiać pieniądze niż nie pracować i tych pieniędzy nie zarabiać. Banalne. Zgodnie z ludową mądrością zauważył również, że żadna praca nie hańbi. Tak samo banalne. Spawacz – to brzmi dumnie, zapomniał dodać premier.

Burzy nie wywołała jednak ani pochwała zawodu spawacza, ani ludowa mądrość, którą przesiąkniętą była wypowiedź Tuska. Zaskakującą była bowiem pogarda, z jaką (niepracujący w zawodzie historyk z wykształcenia, ojciec niepracującego w zawodzie socjologa z wykształcenia i niepracującej w zawodzie psycholog z wykształcenia) odniósł się do politologii jako nauki i kierunku studiów oraz lekceważenie szans politologów na rynku pracy. Nie można ganić premiera za stwierdzenie oczywistości, że lepiej mieć pieniądze niż ich nie mieć. Można jednak mieć pretensje do całokształtu jego wypowiedzi, w której politolog skonstruowany jest jako synonim bezrobotnego nieuka i nieroba, pozbawionego jakichkolwiek szans na wykorzystanie nabytej w czasie studiów wiedzy i umiejętności.

Tusk nie postawił sobie jednak innego pytania: czy lepiej być pracującym spawaczem czy pracującym politologiem? I całkowicie zapomniał o kolejnym: czy lepiej mieć wiedzę niż jej nie mieć? Podejrzewam, że znaczący procent politologów dosyć szybko i sprawnie mógłby przekwalifikować się na spawaczy, lecz czy byłoby to możliwe w odwrotnym kierunku? W porównywalnym stopniu, czasie i efekcie? Wątpię.

Nie chciałbym stwierdzić, że politologia jest najwspanialszą z nauk, a studia z jej zakresu są najlepszym rozwiązaniem. Ale nie można tego stwierdzić o żadnym innym kierunku: ani ekonomii, ani medycynie, ani psychologii, ani budownictwie, ani informatyce. Ani umiejętności spawania. Jednakże każde studia rozwijają człowieka i czynią jego człowieczeństwo pełniejszym, nawet jeśli jest to kierunek, którego absolwentów rynek pracy nie potrzebuje. Nie ma wątpliwości, że każda wiedza jest wartością niezwykłą. Tusk nie zrozumiał bowiem w czasie swych (mało użytecznych na rynku pracy) studiów, że wykształcenie uniwersyteckie nie ma być dawaniem zawodu, lecz rozwijaniem jednostki, elementem budowania jej tożsamości jako zaangażowanego obywatela. Choć zabrzmi to zaskakująco, wydaje mi się, że premier przesiąknięty jest postrzeganiem uniwersytetów charakterystycznym dla komunistycznych aparatczyków. Smutne, prawda?

Tusk nie rozumie, że studiowanie politologii pozwala zdobyć wiedzę z jej zakresu. Wiedzę, którą każdy z absolwentów może wykorzystywać całkowicie inaczej. Jestem skłonny stwierdzić, że niechęć premiera do studiów politologicznych wynika właśnie z lęku przed tą wiedzą. Z świadomości ryzyka jakie niesie za sobą i z obawy przed kapitałem, jaki posiadają nauki polityczne i który wykorzystany może być w budowaniu nowoczesnego społeczeństwa obywatelskiego w Polsce. Społeczeństwa zaangażowanego i kontrolującego władzę. Ograniczającego samowolę rządzących, w której – zdaje się – Tusk rozkochał się bezgranicznie.

Zastanawiam się jak zwolennicy Tuska mogą rozwinąć światłą myśl swego przywódcy. Jak daleko będą zdolni zabrnąć w zohydzaniu Polakom wiedzy, edukacji i wartości wykształcenia. Od słów premiera już bowiem tylko krok od stwierdzenia, że lepiej być pracującą prostytutką niż bezrobotną nauczycielką, albo, że lepiej być zarabiającym kryminalistą niż pozbawionym zatrudnienia prawnikiem. Nie pragnę porównywać spawaczy do prostytutek czy kryminalistów. Szanuję spawaczy i doceniam ich wagę dla gospodarki narodowej. Pragnę pokazać logikę myślenia Tuska, która w całkowicie uproszczonej wersji brzmi: lepiej mieć, niż nie mieć. A może czasem lepiej wiedzieć, niż nie wiedzieć? Albo może niekiedy lepiej próbować realizować swoje cele czy marzenia, niż poddać się zawczasu?

Słowa Tuska wywołały burzę. W szklance wody. Burza ucichnie, premier pojedna się ze środowiskiem politologicznym. Polscy politolodzy prędzej czy później wybaczą Tuskowi. Lepiej mieć, niż nie mieć, nieprawdaż? Mieć głosy, mieć wsparcie, mieć pieniądze. Minister Władysław Kosiniak-Kamysz może nawet zaproponuje absolwentom politologii bezpłatne kursy spawania, organizowane przez urzędy pracy? Chyba właśnie tego należałoby od rządu oczekiwać. I zacznie się spawanie politologów jak Polska długa i szeroka. A może nawet minister Barbara Kudrycka zaproponuje by do programu studiów politologicznych dodać obowiązkowy kurs spawania? Żart? Kto wie.

W czasie burzy nikt nie stawia jednak istotnego pytania: w jakich granicach państwo powinno finansować studia politologiczne młodych Polaków? Brakuje dyskusji o zapotrzebowaniu na polską humanistykę, ani trochę nie mówi się o konieczności reformy szkolnictwa wyższego w Polsce. Niecierpliwie czekam na przesłanie minister Kudryckiej z jej aktu w rządowym spektaklu „drugiego expose”. Czekam również na występ minister Krystyny Szumilas. Będzie ciekawie. Proponuję nawet wspólne hasło dla obu pań: „Więcej spawania, mniej gadania!”

By żyło się lepiej. „Wojna to pokój. Wolność to niewola. Ignorancja to siła”. I znów ten Orwell.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s